Perfekcjonizm to taka postawa, w której człowiek chce wszystko wykonać z największą starannością. Dokładność jest wtedy priorytetem. Jednak przesadny perfekcjonizm jest dewiacją, która uniemożliwia często normalne funkcjonowanie. Stanowi tylko problem dla osoby, która go praktykuje oraz dla innych, którzy znajdują się w jej pobliżu.

 

 

„Perfekcjonizm zabija!” – podkreślam czasami, w pracy z moimi klientami. Wywołuje stres, który powoduje zaburzenia zarówno w kwestii zdrowia psychicznego, jak i fizycznego. Poza tym jest przyczyną kłótni, rozwodów i wielu niepotrzebnych nieporozumień, które czynią ludzi nieszczęśliwymi.

 

"Wchodzi do domu i krzyczy. Przeszkadza jej, że buty ustawiłem krzywo w przedpokoju oraz to, że firany w salonie są źle ułożone. Czepia się mnie, kiedy gotując obiad nie odkładam wszystkiego na miejsce i wtedy, kiedy siedząc przed telewizorem trzymając nogi na kanapie. W niedziele zamiast miło spędzić czas z rodziną, zawsze o 14.00 musimy jeść obiad w domu. Posiłek zawsze składa się z zupy, drugiego dania i deseru. Chciałbym zabrać dzieci na rower i wyjść czasami do pobliskiej restauracji.”- skarży się mój coachingowi klient, który nie wytrzymuje napięcia wywołanego perfekcjonizmem jego żony. Kiedyś przymykał na to oko, ponieważ dość często nie było go w domu. Tak naprawdę zawsze uciekał, bo nie mógł znieść tego wiecznego narzekania na nieporządek. „Trudno utrzymać czystość, kiedy w domu są małe dzieci” tłumaczy. Tęskni za czasami, kiedy był kawalerem i wspólnie z kolegą wynajmowali mieszkanie w centrum Warszawy. Było czysto, ale nie tak sterylnie, kiedy zamieszkał z Kaśką po ślubie. Nie wytrzymuje już tego „ględzenia” i myśli o rozwodzie. „Ona mnie wykończy!” – powtarza.

 

Takich opowieści znam wiele. Nie tylko słyszę je z ust mężczyzn, ale i kobiet. Dlatego też stwierdzam, że perfekcjonizm może w końcu zabić, przede wszystkim relacje i marzenia. W szczególności tych, którzy nie są z natury uporządkowani i wolą żyć w chaosie lub w kontrolowanym nieładzie. 

 

Perfekcjonistami są zazwyczaj ci, u których dominuje kresomózgowie (STRUCTOGRAM). Oni lubią porządek, są zazwyczaj minimalistami i dążą do ideałów. Jak coś robią to tak, żeby nie było co poprawiać. Jednak i tak zazwyczaj nie są do końca zadowoleni z efektów swojej pracy. Do nich dołączają inne osobowości, które od dziecka pielęgnują przekonania związane z perfekcją. Wpojono im, że pedantyzm jest cnotą i porządni ludzie muszą mieć czysto, planować i udoskonalać systemy. Ja też kiedyś się do nich zaliczałam. Wszystko musiało być nie na 100, ale na 200%. Wynikało to z wychowania, a nie z mojej natury. Zeszyty musiały być idealnie prowadzone, w pokoju musiał panować idealny porządek, strój musiał być idealnie dopasowany, a poza tym wszystko musiało być idealnie zaplanowane. Powielałam pewne schematy czyszcząc fugi do białego rana i szykując mężowi obiad składający się z trzech dań. Katowałam swoją głowę, zastanawiając się skąd wciąż bierze się ten nieporządek, nad którym dość trudno było mi zapanować. Byłam tak poukładana, że aż sama w to dzisiaj nie wierzę. Najlepsza, najdokładniejsza i zawsze pomocna. Zamiast robić to, co było dobre dla mnie, ja zazwyczaj udoskonalałam przestrzeń życiową, w której byłam. Chyba właśnie przez to, w pewnym momencie przestałam cieszyć się z życia i stałam się niepoprawną pesymistką.  Gdyby inaczej pracował mój mózg, myślę, że nie cierpiałabym tak bardzo. Jednak z natury nie dość, że jestem urodzonym bałaganiarzem, to jeszcze jestem w ciągłym biegu i nie mam czasu skupiać się na szczegółach. A dla perfekcjonistów szczegóły są najważniejsze. Ci u których perfekcja jest naturalna, widzą wszystkie okruszki, pęknięcia w ścianach i błędy w książkach, nawet jeśli nie czytają tekstu. Te niedoskonałości same ich wołają. A ja nie widzę nawet błędów, które sama robię. Nie przeszkadza mi nieprzyklejona listwa przy podłodze i to, że mój tata ma plamę na koszuli. Jestem bardzo do niego podobna osobowościowo i rozumiem, jak to jest, kiedy bałagan sam się robi, a rzeczy po prostu znikają samoistnie.

 

Kiedy zrozumiałam, że perfekcja jest jedną z przyczyn mojego wiecznego niezadowolenia, postanowiłam pozbyć się jej z mojego życia. Nie było łatwo, ponieważ przekonania, które przejęłam od mojej mamy, szkoły i środowiska, w którym żyłam, były bardzo silne. Z tyłu głowy przez długi czas obawiałam się oceny i tego, co ludzie powiedzą, jeśli ja i moje życie nie będziemy idealni. Nie przeszkadza mi jeśli ktoś jest perfekcjonistą, ponieważ nauczyłam się akceptować odmienności. Nie patrzę już na drugiego człowieka przez pryzmat samej siebie i szanuję jego sposób życia. Nie oznacza to jednak, że muszę zgadzać się z tym, co i jak robi. Nie chciałabym również żyć z takim człowiekiem w tym samym domu i znosić to, czego ode mnie by wymagał. Nie znaczy to, że nie trzymam porządku i żyję w wiecznym chaosie. Większość ludzi, którzy mnie znają uważają nawet, że jestem bardzo poukładana i jestem dla nich przykładem. Tam gdzie chcę być poukładana jestem, ale w niektórych sferach mojego życia pozwalam sobie na totalny luz i niedoskonałości, które nawet uwielbiam. Musiałam jednak lepiej poznać siebie i zrozumieć dlaczego to, co dla jednych jest ważne, innym może zatruwać życie.

 

Jedna z moich klientek wręcz terroryzowała swoją rodzinę nadmierną perfekcją. Nie było dnia, żeby jej mąż i syn nie zrobili czegoś, co wyprowadzało ją z równowagi. Czasami kiedy syn rozlał kakao lub mężowi upadł chleb na podłogę, reakcja żony była niekontrolowanym wybuchem gniewu. W życiu nie spotkałam bardziej znerwicowanej osoby, której życie polegało przede wszystkim na poprawianiu siebie i innych. Z początku zastanawiałam się, czy przypadkiem pan mąż jej nie bije, ale po głębszej analizie byłam skłonna uwierzyć, że to ona wymierza mu kary za to, że nie utrzymuje należytego porządku w ich wspólnym życiu. „Generał w spódnicy” – pomyślałam sobie, kiedy spojrzała się na mnie po tym, jak powiedziałam, że w życiu są ważniejsze rzeczy od porządku w domu. Trochę było mi jej szkoda, że tak bardzo się ze sobą męczy, ale nie była gotowa, żeby coś zrobić ze swoim życiem. Winą za swoje wieczne niezadowolenie obciążała innych. Bardziej jednak szkoda było mi jej rodziny. W szczególności dziecka, które nic nie mogło zrobić, żeby się uwolnić od domowego tyrana. Mąż był dorosły i chyba mógł coś zrobić, ale prawdopodobnie bał się tej idealnej kobiety, która być może miała perfekcyjny plan na to, jak go zniszczyć, gdyby okazał się nieposłusznym.

 

Poznając historie ludzi wiem, że te niestworzone scenariusze, które oglądamy w telewizji, są wzięte z życia. Im dłużej pracuję jako coach i trener, tym mocniej doświadczam tego, że perfekcja może zniszczyć życie człowiekowi. Być może jako kobieta nie powinnam tego pisać, ale częściej to właśnie kobiety są nazbyt perfekcyjne i niszczą rodziny. Z pokolenia na pokolenie przekazujemy sobie życiowe prawdy związane z tym, że wszystko powinno być takie, jakie sobie zaplanujemy - idealne. Kobiety nie dość, że potrafią zaplanować życie rodzinne na kolejne kilkadziesiąt lat do przodu i to wcale nie z miłością ich życia, to jeszcze zbyt często nie biorą zdania męża pod uwagę w kwestii tego, jak to życie powinno wyglądać. Swoją uwagę skupiają na porządkach, idealnych dzieciach i tym, żeby sąsiedzi dobrze o nich mówili. Nie potrafią odpuszczać i zamiast skupić się bardziej na sobie i potrzebach bliskich, skupiają się na tym, co ludzie powiedzą. Piszę to z własnych obserwacji i nie wiem, jak o tym stanowią badania naukowców.

 

„Ona tylko sprząta i sprząta! Nie ma nigdy czasu na to, żeby przyjść na kawę.” – opowiadała mi o swojej sąsiadce koleżanka. Jej mąż jest dość towarzyski i utrzymuje kontakt z otoczeniem, jednak ona trzyma się z daleka i pomimo tego, że nie pracuje, nigdy na nic nie ma czasu. Za to ogród jest wypielęgnowany, a dzieci zawsze przygotowane na wszystkie szkolne konkursy. Jeśli im to odpowiada, to bardzo dobrze. Ale z tego, co mówiły mi moje koleżanki nauczycielki, dzieci takich matek czasami cierpią na depresję i boją się wracać do domu, kiedy ocena jest poniżej 5. Spełniają oczekiwania rodziców, którzy czasami są w stanie poświęcić swoje życie, żeby dzieci osiągały sukcesy. Moja dziecięca wyuczona perfekcja i ambicje otoczenia, sprawiły, że w szkole podstawowej miałam prawie same piątki. Jednak przez długie lata dręczyły mnie koszmary, że jestem odpytywana przez nauczycielkę albo będę pisała sprawdzian, do którego nie jestem przygotowana. W życiu dorosłym zbyt dużo czasu przeznaczałam na rzeczy, które nie były dla mnie najważniejsze, tylko dlatego, że chciałam być idealna. Bałam się oceny i krytyki. Na moje szczęście dawno już z tym skończyłam.

 

Jak najbardziej jestem za tym, żeby wszystko w życiu robić ze starannością.

 

Należy jednak żyć w zgodzie ze sobą i nie należy przy tym męczyć innych swoją nadgorliwością. Perfekcja jest czasami potrzebna i przydaje się w niektórych zawodach oraz sytuacjach życiowych. Jednak nie jest tak, że musi być we wszystkim. Szanuj siebie i szanuj innych, którzy być może mają zupełnie inne potrzeby niż Ty masz osobiście. Jeśli żyjesz z kimś lub współpracujesz z innymi, weź pod uwagę odmienność drugiego człowieka. Ludzie są różni i mają prawo być sobą. Twój punkt widzenia, jest twoim postrzeganiem świata.

 

Perfekcja wiąże się dość często z:

·        Byciem idealnym za wszelką cenę

·        Lękiem przed popełnieniem błędu

·        Obawą przed porażką

·        Agresywną reakcją na ocenę

·        Niedopuszczaniem do siebie sygnałów ostrzegawczych z ciała

·        Robieniem zbyt dużej ilości rzeczy, w zbyt krótkim czasie

·        Trudnością w wyciszeniu się i odpoczynkiem

·        Nadmierną kontrolą

·        Przekonaniem, że wszystko sam zrobię najlepiej

·        Poczuciem winy

·        Obsesją na punkcie punktualności

·        Pedantyzmem

·        Narzekactwem

·        Ciągłym zmęczeniem

 

To co ważne perfekcja dość często wywołuje silne stresy, a te choroby. Dlatego, tak wiele osób choruje. Jeśli przerasta cię perfekcjonizm, z którym żyjesz lub jest powodem kłótni rodzinnych, postaraj się coś z tym zrobić. Skontaktuj się ze specjalistą, który być może wesprze cię, w twoich wyzwaniach. Żyj tak, żebyś była szczęśliwa nie tylko Ty, ale i Twoi bliscy. Z życia należy się cieszyć, a nie dręczyć się myślami, że jeszcze coś należy zrobić lub myślami, że coś nie zastało odpowiednio zrobione.  Na pytanie “Czy warto dążyć do perfekcji?”, odpowiadam, że to zależy od sytuacji. Są zawody, które tego wymagają i wtedy ważna jest dokładność. Jednak w życiu codziennym, osobistym zdecydowanie jest lepiej zachować zdrowy umiar, nauczyć się odpuszczać i nie mieć niepotrzebnych stresów.

 

Z życia należy się cieszyć, a nie męczyć się za życia.  

 

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam Cię do kontaktu, jeśli masz jakieś pytania lub chciałbyś pracować ze mną nad swoim wyzwaniem. 

    

20 marca 2022

Czy warto dążyć do perfekcji?

Kinga Klejment ACADEMY

Created by SOCIAL MADNESS 2022